poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 23

Przepraszam, że długo nie dodawałam a ten rozdział jest durny. Jak zawiodłam wybaczcie...

Tą osobą był/była.................................. jakiś wysoki, umięśniony mężczyzna.
R - Przepraszam - szepnęłam i cofnęłam się do tyłu.
H - Rosalie ? - zapytał mężczyzna w którym rozpoznałam Harrego.
R - Ugh może w ogóle zrobimy tu zjazd członków One Direction - powiedziałam sarkastycznie po czym siadłam na fotelu i podkuliłam kolana pod brodę.
Lou - Harry? Co ty tu robisz?
H - No przyjechałem pojeździć konno - powiedział jak gdyby nigdy nic, nadal na mnie spoglądając.
- Lie Chris przyjechał - krzyknęła Lorine z korytarza, po czym usłyszałam trzask drzwi samochodu.
R - No tak jak mieć pecha to na całego - wytarłam niezdarnie policzki, po czym spojrzałam na Lou - To nie tak jak myślisz - powiedziałam szybko widząc jego zaciśnięte usta.
Lou - Nie no wcale, puściłaś się z tym całym Chrisem, a nas miałaś w dupie.
S - Louis ogarnij - wrzasnęła na niego.
H - Sorry Brie, ale on ma rację.
C - Rosi czy ty płaczesz? - zapytał wchodząc do pomieszczenia gdzie siedzieliśmy.
R - Zdaje ci się - próbowałam się uśmiechnąć ale coś mi nie wyszło.
C - Spadłaś z konia? Coś cię boli? Zrobiłaś sobie coś? - zasypywał mnie zmartwiony pytaniami klękając przede mną i oglądając dogłębnie.
R - Mówię, że nic mi nie jest - posłałam mu delikatny uśmiech - A tak w ogóle to Christopher poznaj moich - tu się zacięłam.
S  - Przyjaciół Sabrine jestem - wybawiła mnie z opresji Brie - A ty to pewnie uroczy i śliczny chłopak mojej Rose.
C - Nie chłopak - potarł nerwowo kark - Przyjaciel i to najlepszy - posłał jej zażenowany uśmiech, a Lou i Harry zdziwieni spojrzeli na mnie.
R - Mówiłam - powiedziałam bezgłośnie, na co oni opuścili zawstydzeni głowy.
Lou - Louis - powiedział niemrawo patrząc na swoje buty.
H - Harry - wyszeptał po czym szybko uścisnął dłoń Chrisa.
I - Tato - Krzyknęła zdenerwowana Isabelle wpadając do salonu - Ciociu Melcia się wywaliła i rozcięła kolano.
R - Gdzie jest - zapytałam zdenerwowana wstając raptownie na równe nogi.
I - W stajni z jakimś panem i panią.
Nie zważając na pytające spojrzenia przyjaciół jak torpeda wybiegłam z salonu i pobiegłam do mojego dziecka. Kiedy dotarłam do stajni zobaczyłam przed małą dwójkę blond ludzi klękających przed 4-latką.
R - Skarbie boli cię coś? - zapytałam odpychając parę i klękając przed zapłakaną twarzyczką dziecka.
M - Kolanko - jęknęła pokazując na rankę na nodze.
R - Chodź opatrzymy - wzięłam małą na ręce i skierowałam się do domu. Zaraz jednak zatrzymałam i krzyknęłam do drugiego łobuza - Marco chodź też do domu.
MT - Już idę - krzyknął i biegiem wyrównał odległość. Z dzieckiem na rękach od razu skierowałam się do kuchni i sadzając małą na blacie, zaczęłam opatrywać jej kolanko. Kiedy mała miała plasterek na nóżce usłyszałam chrząknięcie za plecami. Przestraszona odwróciłam się i zobaczyłam za sobą Anastazję, Nialla, Sabrine, Louisa i Harrego.
R - Wy chyba sobie jaja robicie - powiedziałam zaskoczona - Ana, Niall - krzyknęłam i przytuliłam się do siostry z którą nie widziałam się 2 lata. - Mogę cię przytulić? - zapytałam niepewnie Irlandczyka.
N - Pewnie - powiedział z uśmiechem - Annie wyjaśniła mi dlaczego zniknęłam i wiedz, że nie gniewam się na ciebie.
R - Dziękuje - szepnęłam wzruszona mocno się do niego przytulając.
Lou - A to kto? - zapytał Lou wskazując głową na bliźniaki.
R - Poznajcie moje dzieci -powiedziałam dumnie - Melody i Marco.
MT - Chyba chciałaś mamo powiedzieć Tommo - powiedział Marco zeskakując z krzesła i stając przed Louisem - Marco Thomas Cornic - powiedział wystawiając dłoń przed siebie - No dobra niech już będzie Malik-Cornic - zaskoczony Louis spojrzał na mnie i uścisnął rączkę małego.
N - A ty malutka jak się nazywasz? - zapytał Niall biorąc ją ręce.
M - Melody - szepnęła nieśmiało - Melody Patricia a nazwisko mam to samo co tamten przygłup.
MT - Mamo Mel mnie obraża - krzyknął, na co reszta zareagowała śmiechem.
H - A więc masz z Malikiem dzieci - powiedział nagle Harry, który dotychczas się nie odzywał - To dlatego odeszłaś.
R - Musiałam - powiedziałam patrząc mu prosto w oczy - On nie nadawał się na ojca.
Lou - Ta - powiedział schylając się by pogłaskać kota - I dlatego teraz ma narzeczoną - szepnął ledwo słyszalnie.
R - Co powiedziałeś? - zapytałam nie do końca wierząc w to co usłyszałam -a więc ułożył sobie życie na nowo - szepnęłam siadając na krześle - Może i to lepiej.
H - Pocieszyć cię?
R - Dawaj.
H - Jutro przyjedzie tu z Perrie i Liamem.
R - Co? - krzyknęłam zrywając się na równe nogi - To chyba jakieś żarty,
S - Witaj w prawdziwym życiu Mała.
R - przepraszam na chwilę - powiedziałam osłupiała wychodząc z kuchni - Lorine zajmij się maluchami, ja jadę na przejażdżkę - biorąc z krzesła kurtkę wyszłam z domu i zabierając ze stajni Demona wsiadłam na siodło i pojechałam w dal.

4 komentarze:

  1. cu-do-wny <3<3<3!!!! Nareszcie się doczekałam.Pisz szybko następny, bo chce widzieć minę Malika. Weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. on jest świetny:):) nie mogę się doczekać następnego rozdziału, z tego wszystkiego zżera mnie ciekawość: jaka będzie reakcja malika, co powie itd

    OdpowiedzUsuń
  3. W jeden dzień przeczytałam całego bloga stwierdzam fakt iż jest zajekurwabisty xdd czekam na nn Gabrysia Kubala

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy